Czarownica z puszczy

  • Kategoria: Archiwum2015

Czyli o tym, jak Simona Kossak została profesorem nauk leśnych - spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki 18 listopada 2015

Miała być chłopcem i sławnym malarzem, jak jej ojciec, dziadek i pradziadek. Urodziła się dziewczynką i została zoopsychologiem. Mało kto z nas nie słyszał barwnych gawęd o życiu zwierząt Simony Kossak, czarownicy z białowieskiej puszczy. W listopadzie wyobraźnią Dyskusyjnego Klubu Książki zawładnęła biografia Anny Kamińskiej „Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak”. Książka została napisana rzetelnie, barwnie, nie upraszcza faktów, nie sili się na łatwe oceny i psychologizowanie. Zdecydowana większość z nas „łyknęła” powieść w dwa, trzy dni, choć jednych urzekła pierwsza część – o niełatwym dzieciństwie Kossakówny, wychowywanej w sławnej, despotycznej, zmagającej się z biedą rodzinie; do drugich przemówiła część druga – o pracy w Białowieży i życiu w starej leśniczówce Dziedzince. Można być zafascynowanym trybem życia i bezkompromisową walką Simony o zachowanie resztek naturalnych ekosystemów w Polsce, można nie uznawać jej dziwactw, przedkładania praw zwierząt nad interes człowieka, ale nikt nie odmówi jej hartu ducha i talentu w popularyzacji nauki. To dzięki jej porywającym opowieściom o inteligencji zwierząt, ich obyczajach i swoistej moralności dużo słuchaczy zainteresowało się bogactwem świata przyrody.

Mnie zaciekawił fenomen popularności biografii, których wysyp polskie księgarnie odnotowują od lat. Dlaczego tak chętnie wkraczamy na terytorium cudzego życia? Żeby poznać wielką historię z perspektywy jednostki? Zapewne. Żeby znaleźć mentora, mądrego przewodnika w codziennych wyborach? Możliwe. Żeby przeżyć niebezpieczną przygodę, siedząc w wygodnym fotelu i z kubkiem aromatycznej herbaty? Odkryć dla siebie powszechnie znaną postać i „odbrązowić”, odkurzyć i zdjąć ją z pomnika, zobaczyć w niej zwyczajnego człowieka? Oczywiście! Choć wydaje mi się, że istotnym powodem fascynacji biografią jest także chęć zajrzenia przez dziurkę od klucza, posmakowania owocu zakazanego, pogrzebania w cudzych listach, pamiętnikach i zdjęciach. I wydaje mi się, że to pragnienie dopuszczenia do obszarów niedozwolonych, jest czymś głęboko naturalnym i może być impulsem do poszerzania wiedzy. O historii, o współczesności, o nas.

                                                                                                                                                                              Zofia Staniszewska