Zmarnowana szansa? – „Ciemno, prawie noc” Joanny Bator - DKK marzec 2016

„Ciemno, prawie noc” otrzymało nagrodę Nike trzy lata temu, zachęcone tym faktem, jak i entuzjastycznymi recenzjami, sięgnęłyśmy po powieść Joanny Bator - publicystki, podróżniczki, antropolożki.

 

Pisarka ma wśród nas gorącą zwolenniczkę, ale pozostałym paniom jej proza nie przypadła do gustu. Temperatura dyskusji była więc gorąca. Mnie najbardziej zmartwiło zaprzepaszczenie szansy na stworzenie naprawdę wybitnej literatury – bo nie można odmówić Joannie Bator umiejętności obserwacji, biegłego posługiwania się językiem, żonglowania stylami i konwencjami. Odniosłam jednak wrażenie pewnej chaotyczności, jakby pisarka zgromadziła wszystkie naprawdę bolące ją rzeczy (wojna, bieda, dewiacje, alkoholizm, choroby psychiczne, pornografia dziecięca, nienawiść…), wrzuciła je do jednego worka, potrząsnęła i otrzymała całość, która jest niby baśnią, niby powieścią gotycką, niby reportażem, niby kryminałem. Żeby przebrnąć przez „ciemności”, nastój depresyjny tak grubej powieści, powinniśmy spodziewać się na końcu jakieś nagrody, choćby poczucia przetworzenia „brudnej” rzeczywistości w dzieło artystyczne – tu zabrakło mi takiego happy endu. W drugiej części spotkania polecałyśmy ulubione książki: „Chmury nad domem” Zofii Hejnowicz-Naglerowej, gostynianki. Dotychczas można było czytać edycję, pochodzącą z 1971 r., ocenzurowaną, pozbawioną fragmentów opisujących Powstanie Warszawskie. Od roku 2015 można kupić uzupełnione wydanie w Muzeum w Gostyniu, naszej bibliotece książkę podarowała Wanda Bech. Poza tym warto zajrzeć do podobnej rzeczy, czyli autobiograficznej „Nie pytajcie dlaczego” Marii Mierzyńskiej oraz do ciekawych wspomnień Zofii Komedy-Trzcińskiej „Nietakty. Mój czas mój jazz”. Świetnie się czyta nową powieść o poecie „Taniec z Baczyńskim. Historia miłości Barbary i Krzysztofa Baczyńskich” Budzyńskiego. A z książek, które poprawiają nastrój, wymieńmy „Coraz mniej olśnień” Ałbeny Grabowskiej i serię „Malownicze” Magdaleny Kordel.