"Chciałem zmienić świat" - wspomnienie o poecie, Witku Różańskim

  • Kategoria: Archiwum2011

W 1938 roku w Mosinie, w rodzinie powstańca wielkopolskiego, przyszedł na świat Wincenty Różański, poeta, który tak postrzegał twórczy proces: „Pisanie to elementarz zgody i zwady człowieka z samym sobą”, a po latach z całą prostotą stwierdził: „Myślałem, że jak będę stary, to zdobędę literaturę i świat, w rzeczywistości napisałem parę wierszy na temat własnej śmierci.” W sobotę 3 stycznia 2009 roku Wincenty Różański zmarł niespodziewanie w swoim poznańskim mieszkaniu między godziną 19:00 a 20:00.

W związku z tym smutnym wydarzeniem 25 marca 2009 roku odbyło się zorganizowane przez Mosińską Bibliotekę Publiczną oraz Mosiński Ośrodek Kultury spotkanie, podczas którego wspomnieniami związanymi z Witkiem Różańskim podzieliły się wówczas z zebraną publicznością Panie: Barbara Szczepaniak, dawna sąsiadka Witka, bibliotekarka Zespołu Szkół w Mosinie, Małgorzata Kasztelan-Różańska, żona poety oraz Teresa Tomsia, poznańska poetka. Grą na skrzypcach spotkanie uświetnił Andre Kasztelan, syn Pani Kasztelan-Różańskiej, a uczniowie z Gimnazjum nr 2 w Mosinie recytowali wiersze poety.

25 stycznia 2011 roku ci sami uczniowie po raz kolejny dzięki uprzejmości Mosińskiej Biblioteki Publicznej wzięli, tym razem jako słuchacze, udział w spotkaniu z poezją Wincentego Różańskiego.
Spotkanie poprowadziła Pani Barbara Miczko–Malcher, redaktor radia Markury w Poznaniu. Celem jej wykładu były wspomnienia o Witku Różańskim oraz refleksja nad jego poezją, w drugą rocznicę śmierci poety uważanego dziś za jednego z najoryginalniejszych twórców drugiej połowy XX wieku, który nigdy nie ulegał żadnym prądom literackim, a pisał „tak jak się oddycha”. W swej poezji w mistrzowski sposób łączył „pozorną naiwność i prostotę z wyrafinowaniem i finezją”.
Pani Barbara Miczko przyjaźniła się z poetą od dziecka. Witek mieszkał przy sąsiedniej ulicy, a wolny czas uwielbiał spędzać w ich dzikim ogrodzie. „Mawiał, że jego marzeniem jest położyć się pod jednym z drzew i zrywać nisko zwisające wiśnie”.
Witek kochał nie tylko ogród sąsiadów, kochał także i to bardzo Mosinę, mówiąc o niej w ten sposób: „Wyrosłem w małym miasteczku niedaleko Poznania. Gdybym miał możliwość powrotu, jeszcze raz chciałbym przeżyć to wszystko od początku. Chciałbym w Mosinie pracować w kiosku Ruchu. Klimat wsi i miasteczka to jest spanie na sianie, wstawanie o świcie, oporządzanie koni, grabienie siana, składanie snopów i... wybieranie ziemniaków”.
Pani Barbara w sposób niezwykle ciepły, osobisty i bardzo piękny opowiedziała o poezji Witka Różańskiego oraz o różnych odcieniach przyjaźni, które znacząco wpłynęły na jego życie.
Uczniowie mieli okazję usłyszeć więc o poetyckiej przyjaźni Witka z innym poetą, pisarzem, pieśniarzem i wędrowcą, Edwardem Stachurą. To właśnie Stachura jako pierwszy zachwycił się pełną wrażliwości i prostoty poezją Witka, jego samego nazywając „Synem Bogini”. Jego też uczynił jedną z postaci poematu „Po ogrodzie niech hula szarańcza” oraz głównym bohaterem powieści „Cała jaskrawość” opublikowanej w roku 1969. Opisał w niej, jak wspólnie z Witkiem parał się dorywczą pracą w parku zdrojowym i u Potęgowej (swej matki chrzestnej), która udzieliła im noclegu. Warto może w tym miejscu zacytować fragment tej powieści: „ (…) nie spodziewał się, nie znał tych stron, nie był tu jeszcze, w tej strefie studni, wirował więc, oblatywał nieznaną okolicę i jego coś oblatywało, smugi cienia, pasy, koła, obręcze ciemne i jeszcze ciemniejsze i Witek w tej somnambulicznej przestrzeni zawieszony był jak pryzmat i tak jak piękne widmo światła widział nieraz przed sobą, tak teraz jakby widmo ciemności zobaczył, że znieruchomiał i wtedy też zobaczył, że jeszcze coś nowego zaczyna go oblatywać: strach bardzo nieznajomy i ponury, więc zaczął rękami wymachiwać, żeby się wyzwolić, żeby się na powierzchnię jakąkolwiek wydobyć, ale pomyliły mu się kierunki, pomyliło mu się, nie wiedział już, gdzie jest powierzchnia, w jakiej stronie, i tylko miotał się coraz, pętał się coraz w sieciach jak w sidłach skowronek. Ach! Nikt nigdy nie będzie wiedział, jakim ciężkim cudem wyłazi się z mroków dziury. Nikt nigdy nie będzie wiedział, mówię. Jakim ciężkim cudem. Wyłazi się. Z mroków jamy. (...).”

Kolejny odcień przyjaźni odnajdujemy w jego relacjach z matką, z którą „był związany niemal organicznie”. Opiekowała się nim latami, chroniła go przed uciążliwą chorobą, która trawiła go przez całe życie. Kiedy w końcu sama zachorowała, to on, z synowską czułością i miłością, zaopiekował się nią: „Opiekuję się bez przerwy matką. Matka to kobieta numer jeden mojego życia (…).Moje wszystkie miłości przeminęły jak kometa Halleya, a ona została”.
Kiedy matka odeszła, jeszcze jedna kobieta odegrała niezwykle ważną rolę w życiu poety. Miał wówczas 62 lata i był bardzo samotny. I wtedy pojawiła się Ona - Małgorzata Kasztelan, z którą ożenił się 7 października 2000 roku. To właśnie ta kobieta, absolwentka Akademii Muzycznej w Poznaniu, stała się jego poetycką muzą. To jej dedykował słowa:

Miłości moja nieskończona
jak słońca strony nie z tej strony
gwiazdozbiory ocienione
jak morze słów już opóźnionych
Miłości moja zatrwożona
przed głosem Boga opóźniona
przed głosem moim zatrwożona.

Dobrze się stało, że nie był sam, że miał przy sobie kochającą żonę, gdy w 2003 roku ciężko zachorował. Wylew krwi do mózgu zmienił jego życie. Przestał mówić, ale nie przestał pisać. Porozumiewał się z otoczeniem za pomocą kartek i pisał, pisał dużo nowych wierszy. W wielu obecny był Bóg. „Potrzebował Boga tak, jak zawsze potrzebował ludzi, a im bardziej się starzał, tym lepiej rozumiał, że On jest dla niego jedynym oparciem”.
Podczas Mszy żałobnej, która odbyła się 12 stycznia 2009 r. w kościele Ojców Dominikanów, redaktor naczelny miesięcznika „W drodze”, o. Paweł Kozacki powiedział: „Bóg objawił się przez Słowo. Można powiedzieć, że jest poetą, że ze specjalną miłością patrzy na poetów. Być może siedzą teraz u Pana Boga za piecem Stwórca Świata i twórca-poeta, którego dziś żegnamy. Siedzą i recytują wiersze, a może siądą w ciszy i będzie między nimi tylko miłość”.

W imieniu młodzieży Gimnazjum nr 2 w Mosinie pragnę podziękować Dyrektorowi Publicznej Biblioteki w Mosinie, Pani Krystynie Przynoga oraz Pracownikom mosińskiej biblioteki za piękną inicjatywę jaką było zorganizowanie spotkania, które z pewnością przyczynić się może do obudzenia w młodych ludziach wrażliwości na poetyckie słowo i zachęcić ich do poszukiwania w poezji odpowiedzi na fundamentalne pytania – jak żyć w zgodzie ze Stwórcą i z samym sobą, w jaki sposób układać relacje z innymi ludźmi.
Pani Barbarze Miczko–Malcher dziękuję za przybliżenie młodzieży postaci Witka Różańskiego, za barwną opowieść o kimś z sąsiedztwa, niezwykłym poecie i zwykłym a jednak bardzo niezwykłym człowieku, który chciał zmienić świat.