Bitwa pod Rogalinem

Nie wiem, jak to się stało.

Znalazłam się w miejscu zupełnie mi obcym, niczym na polu walki. Rozglądałam się niespokojnie i z każdą chwilą uświadamiałam sobie, że przeczuwane przeze mnie niebezpieczeństwo rzeczywiście jest blisko, choć na razie nic na to nie wskazywało... Siedziałam ukryta za jakąś szopą, skąd ujrzałam puste pole blisko Rogalina.

Pogoda była ładna. Drzewa i krzewy wyglądały już na zazielenione, rosło trochę kwiatów: Było około godziny szóstej rano. Promienie słońca świeciły mi w oczy. Ptaki ćwierkały radośnie. Postanowiłam, że przespaceruję się trochę po świeżym powietrzu. Nie spodziewałam się niczego złego. Dzień zapowiadał się bardzo przyjemnie. Nagle moja sytuacja diametralnie zmieniła się - nie brałam już udziału w tamtych zdarzeniach, zaś stałam się biernym obserwatorem. Zdarzyło się to w samą porę, gdyż z Poznania wysłano osiem kompanii piechoty, dwa szwadrony oraz cztery działa.

Partyzanci skierowali się na Rogalin, gdzie opanowali duży transport soli, który przewożony był barkami rzeką Wartą Jego wartość można było szacować na tysiąc talarów. Tej nocy z siódmego na ósmego maja na Rogalin wyruszyły oddziały, pod dowództwem majora Winniga. O godzinie siódmej zaatakowali obóz powstańców. Podzielono ich na trzy oddziały. Pierwsza. część skierowała się na północny folwark rogaliński, druga na wschodni trakt poznański, a ostatnia, trzecia - na południe do wsi Świątniki. Pierwszy atak rozpoczął się na folwarku - podpalono stodołę. Polacy wystrzelili kilka razy z armat oraz z broni ręcznej. Nagle zauważyli, że od południa, ze strony Śremu podąża trzecia część żołnierstwa. Wojsko było dziesięciokrotnie większe i silniejsze, więc oddziały wycofały się na zachód w kierunku Warty, rzucając broń. Teraz atmosfera zaczęła stawać się naprawdę napięta. Wszyscy biegli w kierunku wsi Rogalin. Nagle jeden z żołnierzy podpalił budynki gospodarza Króla. Wojsko pruskie było bezlitosne. Na poznańskiej drodze napotkali kosyniera błagającego o litość, szukającego schronienia. Wszystko na nic. Kilkanaście kul przeszyło jego ciało. Inna gromada żołnierzy udała się do gościńca, gdzie napotkała bezbronnego Macieja Kusztaleka. Bez żadnego żalu, bez wstydu zabili go i zabrali mu wszystkie pieniądze.

Najbardziej wzruszyło mnie jednak następujące zdarzenie. W pewnym momencie ujrzałam pięćdziesięcioletniego komornika, Macieja Balbierza, który chciał między gromadką dzieci, pod stodołą uchronić się od śmierci. Wzdychał ciężko i szlochał. Nagle podszedł do niego żołnierz i z odległości około dziesięciu kroków strzelił do nieszczęśnika. Na szczęście chybił. Niestety to zdenerwowało Prusaka. Podszedł do starca, przyłożył mu strzelbę do boku i strzelił. Trafił w udo. Balbierz upadł krzycząc przeraźliwie. To nie usatysfakcjonowało okrutnika. Uderzył go jeszcze kolbą w głowę, mówiąc mu przy tym kilka dosadnych słów. To było okropne... Byłam bezradna. Mogłam tylko przyglądać się, jak żołnierze pastwią się nad ludźmi niczym nad zwierzętami. Później dostrzegłam także jak zamordowano jeszcze dwóch komorników.

Tymczasem na łące, przy rzece, ludzie biegali, usiłując ukryć się za krzakami i w innych rozmaitych zakątkach. Niektórzy wskakiwali do rzeki uważając, że tak będzie lżej zginąć. Mieszkańcy zabierali swoje dzieci na wozy, a ich ojcowie wyglądali zza krzaków z żalem. I tak było o dziewiątej rano. Wojsko zaczęło cofać się ku pałacowi. Żołnierze węszyli tam i przewracali wszystko, co tylko spotkali na swej drodze. Rozrzucali szaty i pościele, rozdzierali nawet poduszki. Zabierali wszystkie rzeczy, które wydawały się im kosztowne. W zbrojowni porozrzucali zbroje. Niektóre zabrali ze sobą Rozbijali lustra oraz okna. Przekopywali nawet ziemię w piwnicy, dopóki nie znaleźli żelaznej skrzyni, którą wywieźli do Poznania. Wojacy rabowali nawet dobytek ubogich kmieci, jak na przykład Antoniego Snuszki, czy Pawła Jóźwiaka.

Wreszcie atmosfera uspokoiła się. Zrobiło się strasznie cicho, a z niej dobiegały jedynie jęki. Spojrzałam na polne kwiaty, które podziwiałam, gdy się tu znalazłam. Były teraz podeptane, miejscami skropione krwią. Ta ponura, grobowa cisza. trwała do drugiej po południu. Wiadomość o bitwach toczonych w Rogalinie dotarła do obozu w Trzebawiu, pod dowództwem Garczyńskiego z Brzozy pod Bykiem. Ruszyli oni na pomoc oddziałowi. Przybyli, by zaatakować pałac, który okazał się fortecą, co znaczyło, iż należy użyć dział. Strzelano z okien, co przestraszyło kosynierów, którzy wycofali się. Właśnie w tej walce zginął mężny i gotowy w każdej chwili na śmierć Garczyński. Aresztowano kilku Polaków, których rozdzielono na dwa oddziały. Jeden z nich udał się traktem do Poznania, drugi zaś puścił się rzeką Wartą również do tego miasta. Właśnie ten ostatni napotkał trzeci oddział ze Stęszewa, z którym zaszła sprzeczka. Jednak z powodu niesprzyjających warunków do walki, padł jeden stęszewski żołnierz.

W bitwie pod Rogalinem zginęło jedenastu kosynierów, a sześciu utopiło się w Warcie. Reszta rozproszyła się po okolicy. I tak właśnie zakończyły się walki pod Rogalinem. Nagle obudziłam się i długo nie mogłam dojść do siebie. Czułam się, jakbym sama brała udział w bitwach. Byłam przepełniona emocjami, ale po chwili uświadomiłam sobie, z czego mógł wynikać mój sen. Otóż, poprzedniego wieczoru wspominałam owe walki, gdyż dowiedziałam się o zbliżającej się 160-tej rocznicy Wiosny Ludów. Jednak, co jest niezmiernie zadziwiające, wszystkie informacje okazały się jak najbardziej prawdziwe, z uwagi na to, iż wówczas, gdy opowiedziałam mój przedziwny sen mojej prababci, ta stwierdziła, iż ogół tych zdarzeń naprawdę miał miejsce w historii mojej okolicy... Mimo tego, iż chwilami sen był naprawdę okrutny i przerażający, jednak zmusił mnie do późniejszych refleksji…

Katarzyna Adamczewska
kl. 1c
Gimnazjum nr 1
ul. Szkolna 1, 62-O50 Mosina
opiekun - nauczyciel historii Joanna Sprenger