Kartki z pamiętnika - rok 1848. Autor nieznany

Proklamacja Rzeczpospolitej Mosińskiej

Minęło już tyle lat od tamtej wiosny, a mnie czasami wydaje się, że to było wczoraj. Chciałbym wam opowiedzieć o tych dniach pełnych radości i nadziei. Miałem wtedy trzynaście albo czternaście lat i mieszkałem w Mosinie. Moi rodzice już nie żyli, a ja za pomoc w domu i zagrodzie otrzymałem pokój u pani Katarzyny. Nigdy później w swoim życiu nie spotkałem kobiety tak dobrej, życzliwej i pięknej jak ona.

 

Wiosną 1848 roku nie wiedziałem zbyt wiele o tym, co dzieje się w Paryżu, Berlinie czy Poznaniu. Słyszałem jednak, że w Europie rozpoczęła się rewolucja, nazywana później Wiosną Ludów, a Polacy myśleli o stoczeniu walki z pruskim zaborcą i odzyskaniu niepodległości. Wiedziałem, że Wielkopolanie zakładają Komitety Narodowe. W Mosinie Komitet Narodowy liczył pięciu członków. Na czele wielkopolskich oddziałów powstańczych stał Ludwik Mierosławski. Powstańcy zebrali się w czterech obozach, do jednego z nich zgłosili się ochotnicy z naszego miasta. Obóz ten został rozbity 29 kwietnia 1848 roku przez Niemców. Bardzo żałowałem, że nie mogłem brać udziału w walkach i wykazać się odwagą i męstwem. Byłem jednak młodym i niedoświadczonym chłopcem. 2 maja usłyszałem, że w okolicach Trzebawia zorganizował się właśnie oddział partyzancki, pod dowództwem pana Włodzimierza Wilczyńskiego, syna bogatego obywatela ziemskiego. Polacy nie mieli dobrego uzbrojenia, musieli zatem zdobyć je "na wrogu". Napadli na żołnierzy pruskich pod Stęszewem, zdobyli karabiny i amunicję. Uzbrojeni i pełni wiary w zwycięstwo zajęli Rogalin i Kórnik.

Ja w tym czasie poszedłem na zbocza Moreny Pożegowskiej, gdzie bije źródło. Lubiłem tam chodzić. W tym miejscu wyobrażałem sobie zawsze, jak będzie wyglądało moje życie. Myślałem o dalekich podróżach i wielkich czynach, jakich dokonam w przyszłości. Wierzyłem, tak jak inni mieszkańcy miasta, że z tego źródła pił wodę Napoleon w roku 1806 lub w 1812, kiedy to wyruszał do walki z Rosjanami, albo powracał do Drezna. Mój świętej pamięci tata, opowiadał jak ważne osobistości z naszego miasta przedstawiły barwnie żołnierzom Napoleona dzieje Mosiny. Nie omieszkali wspomnieć, że sama nazwa miasta pochodzi od dawnego wyrazu moszyna, co oznaczało miejsce porośnięte mchem, i że jest to jedno z najstarszych miast w Wielkopolsce.

Mosina prawa miejskie otrzymała już w 1302 roku, a w herbie jest umieszczony orzeł królewski. Główna część miasta to czworoboczny rynek.

Wtedy, w 1848 roku miasto liczyło tylko 800 mieszkańców. Prawdziwy rozwój Mosiny nastąpił dopiero kilka lat później w związku z budową linii kolejowej z Poznania do Wrocławia, która została uruchomiona w 1856 roku. Ale wracajmy do mojej opowieści. 3 maja 1848 roku w Mosinie doszło do wystąpienia przeciwko Prusakom, a na pomoc miastu przybył oddział powstańczy z Rogalina. Wiedziałem, że dzieje się coś ważnego. Całe miasto było poruszone, ludzie opowiadali sobie o zwycięstwach polskich oddziałów, o tym że wolność jest już blisko. Tak jak inni mieszkańcy pobiegłem na rynek. I tam go zobaczyłem. Jakub Krauthofer - Krotowski stał i przyglądał się powstańcom uzbrojonym w szable z kolekcji rodzinnych, pistolety, kosy, lance ukute przez wiejskiego kowala i broń zdobytą na wrogu. Widział też licznie zebranych obywateli, chłopów z dóbr rogalińskich i mieszczan. Jakub Krauthofer - Krotowski głośno i wyraźnie powiedział słowa, które do dzisiaj są w mojej pamięci, a brzmiały one tak: "Urzędowo proklamuję i ustanawiam Rzeczypospolitą Mosińską, której godłem będzie orzeł z wieńcem i napisem Polska Powstająca". Wszyscy zaczęli wiwatować, podrzucać czapki w górę, ściskać się i krzyczeć, że oto nadeszła chwila zwycięstwa. Widząc tę radość i wiarę w lepsze jutro, tych ludzi zmęczonych walką i marszem pierwszy raz w życiu byłem dumny z tego, że jestem Polakiem. Jako prezydent J. Krauthofer - Krotowski usunął z Mosiny i Kórnika pruskich urzędników, a na ich miejsce mianował Polaków. Wydawał pisma urzędowe zaopatrzone pieczęcią z orłem jagiellońskim i napisem "Polska Powstająca", wysyłał podania do różnych urzędów pruskich, a od głównodowodzącego wojskami pruskimi zażądał uwolnienia polskich jeńców. Burmistrzem Mosiny został nauczyciel, Wojciech Rost.

Miałem to szczęście, że spotkałem Jakuba Krauthofera- Krotowskiego osobiście. Był zaproszony na poczęstunek do mojej opiekunki, pani Katarzyny. Kiedy w czasie kolacji opowiadał o sobie, ja siedziałem cichutko w kącie i słuchałem z zapartym tchem. Okazało się, że jego życie wcale nie było łatwe. Pradziad, Jan Jerzy przybył do Polski z Bawarii i był czeladnikiem ślusarskim. Jakub urodził się w Bninie, jego matką była Polka. Należał do dzieci bardzo zdolnych i dlatego oddano go do szkół w Poznaniu. Niestety, z powodu ubóstwa rodziny musiał je opuścić i został pisarzem w kancelarii adwokata Wacława Przepałkowskiego w Poznaniu. Mecenas Przepałkowski zasłynął z tego, że powołując się na słabą znajomość języka niemieckiego mógł przemawiać przed sądami pruskimi w języku łacińskim. Z opowieści Jakuba Krauthofera wynikało, że był uparty i ambitny; że ciężką pracą zdobył pieniądze na studia prawnicze w Berlinie. Po ich ukończeniu zatrudnił się w sądzie berlińskim, a następnie otworzył kancelarię adwokacką i notarialną w Poznaniu. Zdobył uznanie i majątek oraz szacunek mieszkańców miasta. Później zajął się też działalnością polityczną Pisał o potrzebie przeciwdziałania germanizacji, domagał się uznania języka polskiego w sądownictwie, a w poznańskim Komitecie Narodowym głosił potrzebę otwartej wojny z Prusakami. Bardzo pięknie i obrazowo opowiadał o tym, jak razem z innymi powstańcami napadł na patrol huzarów pruskich w Kórniku i o swoim pobycie w obozie Ludwika Mierosławskiego w Miłosławiu. Kiedy tak słuchałem tych opowieści, to myślałem o tym, jakim jest dzielnym, mądrym i odważnym człowiekiem. Postanowiłem wtedy, że też taki będę i nie zmarnuję swojego życia. To był niezapomniany wieczór. Przez kilka kolejnych dni żyliśmy w zupełnie innym świecie. Wieści o proklamowaniu w Mosinie i Kórniku Rzeczypospolitej Polskiej, zwycięskich walkach pod wodzą Wilczyńskiego i Krotowskiego obiegły całą Wielkopolskę. Zacząłem wierzyć, że tak już będzie zawsze. Do naszego obozu zaczęli nadciągać ochotnicy. Niestety, wszystko co dobre kiedyś się kończy. 8 maja 1848 roku doszło do najgorszego zdarzenia. Wojska pruskie uderzyły na Rogalin i po przegranej bitwie powstańcy wycofali się za Wartę. Z opowiadań walczących dowiedziałem się później, że nie mogliśmy wygrać z liczniejszymi, lepiej wyszkolonymi i uzbrojonymi Prusakami. Po nadejściu kolejnych ochotników Krotowski i Wilczyński próbowali znowu opanować Rogalin. Wojska pruskie nie pozwoliły na to. Kiedy dowiedziałem się, że Wilczyński popełnił samobójstwo, a Krotowski został aresztowany przez huzarów pruskich w Konarzewie i osadzony w poznańskiej twierdzy byłem załamany. Ani przez chwilę jednak nie pomyślałem, że też powinien odebrać sobie życie. Wiedziałem, że taki człowiek nie zmieni swoich poglądów i nadal będzie służył Polakom.

Przegrana 8 maja bitwa pod Rogalinem to koniec Rzeczypospolitej Mosińskiej. Te piękne dni były wolnością, nadzieją i wiarą w to, że Polska będzie kiedyś niepodległa. Ludzie zrozumieli, że muszą przygotować się do walki i zjednoczyć. A ja? Pożegnałem się z panią Katarzyną, podziękowałem za wszystko i udałem się do Poznania. Chciałem kontynuować naukę w szkole, a później ukończyć studia prawnicze na uniwersytecie w Berlinie. Postanowiłem, że będę starał się służyć Polsce. Jestem szczęśliwym człowiekiem - spełniły się moje plany i zamiary, ale to już jest inna historia... 

Anna Andrzejewska
kl. 1b
Gimnazjum nr 1 w Mosinie
ul. Szkolna 1, 62-O50 Mosina
opiekun - nauczyciel historii Joanna Sprenger