Bez śladu

-Chwila, chwila! Co to za historia? Jakie porwania? Czy możecie mówić po kolei?!

Sierżant na daremne próbował przekrzyczeć zgraję rozhisteryzowanych i kompletnie przemoczonych nastolatek, opadł bezsilnie na fotel i badawczo przyglądał się dziewczynom. Wszystkie bez wyjątku wyglądały na nieletnie, wszystkie ubrane zbyt lekko jak na temperaturę panującą na zewnątrz, ale ubrane schludnie, raczej trzeźwe...

-Co powiedziałaś!? – zerwał się nagle na równe nogi. -Ja?
-Tak, Ty! Powiedziałaś, że skąd jesteś?
Wszystkie dziewczyny krzyknęły chórem:

-Z Mieczewa!!!

-O cholera – odpowiedział ponownie opadając na fotel aby po sekundzie zerwać się jakby go prąd poraził – Janeeek!!!

Zza drzwi w głębi pokoju wypadł zdezorientowany mężczyzna: -Co jest panie sierżancie? Co to za krzyki? Co...
-Nie marudź – przerwał mu – tylko migiem przynieś koce paniom. -OK, spoko...

-Tylko MIGIEM! Bo nam tutaj dziewczyny zamarzną!

Teraz dziewczyny zamilkły, nieco zdziwione przyglądały się zamieszaniu jakie wywołała nazwa miejscowości z której pochodzą.

-Panie policjancie, a może nam pan powiedzieć... - blondynka odezwała się pierwsza, jednak sierżant przerwał jej uniósłszy rękę w jednoznacznym geście, w drugiej ręce trzymał słuchawkę telefonu i ponownie wybierał numer, na jego twarzy wyraźnie można było odczytać silne napięcie, nawet drugi policjant pojawiwszy się z kocami nie śmiał zabrać głosu. Dziewczyny otuliły się po dwie w jednym kocu, policjant jakby konspiracyjnie, zerkając na kolegę przez ramię, powiedział szeptem:

-Usiądźcie sobie tutaj a ja zrobię wam herbatę – puścił przy tym oko i zniknął za tymi samymi drzwiami.

-Halo? – glos sierżanta wyraźnie zmiękł, wzrok wszystkich dziewczyn utkwił teraz na nim – przepraszam panie kapitanie, że budzę o tak późnej porze ale mamy tutaj wyjątkową sytuację. Na posterunku jest siedem nastolatek, twierdzą, że ktoś je porwał i... - zawiesił na chwilę głos i wysłuchując rozmówcy przekręcił oczami – ale panie kapitanie, one mówią, że są z Mieczewa – znów na chwilę zawiesił głos – dobrze, tak jest, czekamy.

Sierżant wstał, głęboko odetchnął, popatrzył po kolei na dziewczyny i zaczął spokojnym tonem:

-Zanim opowiecie mi co się właściwie stało, po kolei, tak jak siedzicie, każda z was osobno, podacie mi imię, nazwisko i numer telefonu do rodziców, oni pewnie odchodzą od zmysłów.

Dziewczyny, kolejno wykonały polecenie policjanta, w międzyczasie każda z nich dostała kubek gorącej herbaty z miodem.

-Dobry wieczór, Jezus, Maria... – do komisariatu wszedł mężczyzna około pięćdziesiątki, nieuczesany i z krzywo zapiętym płaszczem, dziewczyny nieco się skrzywiły na widok nieznajomego ale po chwili sierżant wyjaśnił sytuację:

-Witam, panie kapitanie! To te dziewczyny.
-Która z was to Marysia? – zapytał kapitan
-Ja jestem Marysia – dziewczynka wstała, oznajmiając drżącym głosem

-Znam Twoich rodziców, wczoraj ich widziałem na komisariacie w Mosinie, zarzekali się, że nigdy, przenigdy nie przestaną mieć nadziei, że jeszcze kiedyś się odnajdziesz – kapitan urwał głos a dziewczynka rzuciła mu się w ramiona wybuchając płaczem. Po chwili płakały wszystkie dziewczyny a nawet policjanci uciekali wzrokiem ukradkiem przecierając oczy.

-Sierżancie! – surowo odezwał się kapitan – czy rodzice tych dziewczyn są już powiadomieni? -Właśnie się za to zabieram
-No to MIGIEM! Niektórzy miesiącami nie widzieli swoich dzieci!

Kilka miesięcy później

-Więc mówisz, że wszystkie dziewczyny się odnalazły?

-Tak, wszystkie. Jak by nie było to trauma na całe życie i psycholodzy sporo się napracują zanim dzieciaki się pozbierają.

-A wiadomo po co te porwania? Mówiłeś, że nie chcieli okupu.

-Nikt nie wiedział, że to porwania. Po dziewczynach nie było śladu. Najpierw zniknęły te co niby nie wróciły z imprezy. Wiadomość zelektryzowała całą wieś, przeczesywano lasy, jeziora, na niebie cały czas krążyły śmigłowce. Współczuliśmy bardzo ich rodzicom ale nikomu nie przyszło wtedy do głowy co się wydarzy za chwilę. Oczywiście, że każdy się przejął i nie szczędził przestróg swoim dzieciom ale chyba rodzice nie są zdolni wyobrazić sobie scenariusza który ich czekał. Kiedy coś się dzieje z jakimś dzieckiem a ty sam jesteś rodzicem, automatycznie pojawiają się myśli „ojej, dobrze, że to nie moje” a jednocześnie wyobrażasz sobie, co by to było...

-Ale tutaj ten czarny scenariusz się ziścił?

-Tak. Minął równo miesiąc od zaginięcia tej dwójki, nikt nie miał pojęcia co się wydarzyło, po dziewczynach nie było śladu. Rozpoczął się rok szkolny i... pamiętam jak dziś, jechałem autem i minąłem zaparkowanego przy krawężniku busa z przyciemnionymi szybami do którego zbliżały się dwie dziewczyny wracające ze szkoły, kiedy po chwili zerknąłem we wsteczne lusterko, bus ruszał a po dziewczynach nie było śladu. Zatrzymałem się i od razu przed oczami pojawił mi się obraz zaginionych przed miesiącem. Z piskiem opon zawróciłem i kiedy dojechałem do zakrętu okazało się, że bus przepadł, instynktownie pędziłem w kierunku lasu, na kolejnym zakręcie dojrzałem go, skręcał w las roztaczając za sobą tumany kurzu. Porywacze musieli się zorientować, że zawróciłem i ich ścigam, ba gwałtownie przyspieszyli, rozpocząłem niezwykle niebezpieczny pościg. Auto na dziurach co chwilę waliło podwoziem o piach, wszystko skrzypiało i z trudem udawało mi się utrzymać kierunek jazdy. Nie wiem jak szybko jechaliśmy, nie wiedziałem nawet gdzie jestem, pędziłem po prostu za kłębiącym się przede mną kurzem i cały czas miałem w głowie te dwie dziewczyny zaginione przed miesiącem, nagle pojawiła się nadzieja, że może żyją, że może to ci sami porywacze. Jeszcze przeszła mi przez głowę myśl aby wezwać policję, zerknąłem na telefon i wtedy usłyszałem potworny huk... Ocknąłem się w szpitalu z nieznośnym bólem głowy, przy moim łóżku była żona, kiedy zobaczyła że się budzę, rozpłakała się, mówiła, że to cud, że żyję i że nic mi nie jest. Wyjaśniłem jej co się stało, wezwaliśmy policję, był późny wieczór kiedy skończyli spisywać zeznania, nic jednak nie wiedzieli o żadnym porwaniu, obiecali się skontaktować z rodzicami dziewczyn o których im powiedziałem, nie wiem dlaczego sam wtedy do nich nie zadzwoniłem. Nie spałem całą noc, wczesnym rankiem zadzwoniłem po żonę, ubrałem się i najzwyczajniej opuściłem szpital, jechaliśmy w milczeniu, w Mieczewie wstąpiliśmy do sklepu po bułki, wszedłem i od razu dało się wyczuć grobową atmosferę wewnątrz. Okazało się, że ludzie nie rozprawiają o niczym innym jak o porwaniu ale jakież było moje zdziwienie kiedy okazało się, że wcale nie chodzi o siostry które widziałem wczoraj ale o trzy inne dziewczyny które ktoś porwał w nocy z ich własnych łóżek!

-Jak z łóżek? A co z tymi siostrami?
-Wybacz mi, dokończę ci tę historię jutro, mówiłem, że muszę odebrać Anię ze szkoły o 15:00. -Ale...
-Przykro mi muszę pędzić, do zobaczenia jutro