Wyróżnienie

Zaginiony

- Co tym razem? Sąsiedzka kłótnia, czy bójka pod sklepem? - zapytała swojego partnera zirytowana problemami osobistymi podkomisarz Rzepecka

- Nie tym razem, kochanieńka. Dziś uśmiechnęło się do nas szczęście i możemy ukazać całemu „światu” swe jakże rozwinięte zdolności śledcze. Nadszedł dzień naszej chwały, kochanieńka! Będzie o nas głośno! O nas i naszych niezastąpionym szóstym zmyśle! – perorował zachwycony posiadanymi, jak na razie na wyłączność, informacjami komisarz Kostyrko.

- Zachowaj dla siebie to „kochanieńka” - rzuciła zirytowana - i wysłów się w końcu, o co chodzi. Czyżby kradzież kwiatka z działki tak na ciebie podziałała?

- I znowu ten sarkazm. Ładnie to tak się zwracać to starszego stopniem? – żartował niewzruszony jej irytacją Kostyrko – Ruszaj się, musimy jechać. Tym razem to prawdziwa bomba. Dostaliśmy rozkaz prowadzenia śledztwa z samej góry. Czekam w radiowozie – rzucił przez ramię wychodząc z gabinetu.

Jeny, jak ja mam go czasami dość, pomyślała Rzepecka. Rozejrzała się po gabinecie, schowała do kabury swoją beretę 950 i skierowała się do radiowozu, by w końcu dowiedzieć się, jaka to „chwała” na nich spadła.

- Dalej, dalej kochanieńka – ponaglał komisarz – czekają na nas w Rogalinie, obiecałem, że będziemy za kwadrans.

- Rogalinie? – zapytała zdziwiona i czym prędzej wsiadła do radiowozu

- Dokładnie, kochanieńka. Coś stało się w tym ich pałacyku. Nie zrozumiałem dokładnie, bo ten ich kustosz był strasznie zdenerwowany. Mówił coś o tym, że ktoś tam u nich zaginął i że to prawdopodobnie wina jakiejś dziewczyny, która siedzi u nich nieprzytomna. Po prostu bełkotał jak mało kto, ale upierał się, że jest trzeźwy i że to sprawa najwyższej wagi. - Zaśmiał się radośnie i uśmiechnął porozumiewawczo prosząc jednocześnie, by gdy dojadą na miejsce zabrała ze sobą cały niezbędny sprzęt.

Podkomisarz Rzepecka w czasie drogi rozmarzyła się i pomyślała, że teraz faktycznie jej życie może ulec zmianie, na którą od tak dawna czekała. Gdy poczuła delikatne szarpnięcie, otrząsnęła się z rozmyślań i wróciła do rzeczywistości. Przed sobą zobaczyła okazałą budowlę rogalińskiego pałacu.

- No to do roboty, kochanieńka – oświadczył z radością Kostyrko.

Wyskakując z radiowozu, rozejrzał się powoli po dziedzińcu i skrawku parku, który widoczny był z miejsca, w którym zaparkował. Po nieco dłuższej obserwacji dostrzegł w oddali grupkę, stojących przy furgonetce, zaaferowanych ludzi, których wziął za pracowników pałacu. Z daleka docierały do niego jedynie podniesione głosy zgromadzonych i strzępki wyrwanych z kontekstu słów. No, nic, pomyślał Kostyrko, trzeba przybrać maskę świetnego gliny, za jakiego zresztą się uważał, i iść rozwiązać sprawę życia.

- Wszystko gotowe? – rzucił przez ramię i spojrzał wymownie na swoją partnerkę.

- Jasne, ruszajmy zobaczyć, co tu się stało – odparła i ruszyła w kierunku zgromadzonych.

-Jak dobrze, że już jesteście!

-Takie nieszczęście!

-To niepojęte!

-Jak tak można, to okropne!

Przekrzykiwali się wzajemnie zgromadzeni przed pałacem pracownicy.

- Dzień dobry Państwu. Jestem komisarz Jeremi Kostyrko, a to podkomisarz Michalina Rzepecka – powiedział pewnym głosem, nieznacznie wskazując na stojącą obok niego kobietę. – W czym możemy Państwu pomóc?

- Dzień dobry – odpowiedział roztargniony mężczyzna. – Jestem Janusz Mag, kustosz tego muzeum.

- Co tu się stało? – powtórzyła pytanie lekko zirytowana całą sytuacją Rzepecka.

- Proszę za mną. Wszystko państwo zobaczycie sami. Tak będzie łatwiej – jąkał się lekko kustosz.

Nie widząc innego wyjścia wszyscy bez słowa ruszyli powoli za starszym mężczyzną. Jak się okazało, zaprowadził ich do zlokalizowanej na terenie zespołu pałacowego galerii rogalińskiej Edwarda A. Raczyńskiego, w której, jak domyślali się śledczy, doszło do jakiegoś ważnego wydarzenia. Wnętrze galerii wywarło ogromne wrażenie na podkomisarz Rzepeckiej, która przed przeniesieniem na komisariat policji w Mosinie zajmowała się ściganiem złodziei dzieł sztuki. Była w tym kiedyś naprawdę dobra, dzięki czemu wiele okazów nie wpadło w ręce potajemnych kolekcjonerów. Niestety, jedna zła decyzja i działanie na granicy prawa w celu odzyskania pewnego obrazu sprawiły, że została brutalnie zdegradowana.

- Proszę tutaj – wyrwał ją z zamyślenia głos kustosza.

- Dobrze. Jesteśmy na miejscu, lecz ja nadal nie wiem, po co nas tu państwo wezwali. Przyznam, że zgłoszenie, które otrzymaliśmy było dość chaotyczne – powiedział rzeczowo komisarz.

- On zniknął! – wtrąciła się do rozmowy zdenerwowana pracownica, która jak wynikało z przypiętej do żakietu plakietki miała na imię Agata.

- Proszę się uspokoić i podać nam dane zaginionego – rzekł wyjmując jednocześnie swój ulubiony notes. W końcu podstawa to profesjonalny wygląd i sposób zachowania, pomyślał, i spojrzał znacząco na pracowników nakłaniając ich tym samym do kontynuowania ich relacji.

- Jacek Malczewski – usłyszał nagle z drugiego końca sali IV, w której właśnie się znajdowali.

- Dobrze, a pani jest …? – zapytał przeciągle i czekał, aż kobieta zdradzi swoje personalia.

- Nazywam się Jagoda Mikilicz i jestem studentką malarstwa na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu.

- I przebywam tu, bo? – wtrąciła się do rozmowy zaintrygowana Rzepecka.

- Przebywam tu, bo realizuję swój uczelniany projekt na zaliczenie. Ja mam wszystkie pozwolenia od osób, które kierują pałacem, ja to wszystko mogę pokazać. Ja nie jestem niczemu winna. Ja, ja nawet nie mogłam nic zrobić, bo ktoś mnie czymś odurzył – tłumaczyła się powoli studentka.

- Dobrze – wtrącił się do rozmowy Kostyrko – zaraz i do tego dojdziemy, ale najpierw proszę opowiedzieć o zaginionym. Typowy rysopis poproszę. Wiek, wzrost, w co zaginiony był ubrany, czy miał jakieś znaki szczególne.

- Pan chyba żartuje! – krzyknęła zdenerwowana Agata. – Pan naprawdę nie kojarzy nazwiska Malczewski! – perorowała coraz głośniej. Obecnie miałby 161 lat, gdyby nie zmarł jakieś 86 lat wstecz oczywiście. Podanie reszty rysopisu może być więc, jak Pan komisarz się domyśla, lekko utrudnione – przerwała wywód kobiety studentka.

- Pani śmie żartować? Po co nas więc tu wezwano? Poplamiła Pani posadzkę farbką? – zakpił Kostyrko, by ukryć swe zażenowanie.

- Idiota, przysłali idiotę – mruczał pod nosem zdenerwowany kustosz.

- Chce Pan powiedzieć, że nie zna nazwiska jednego z najbardziej znanych przedstawicieli symbolizmu z przełomu XIX i XX wieku?! Gdzie się Pan wychował! – krzyczała w tym samym czasie pracownica pałacu.

- Chcę – odparł hardo Jeremi.

- Proszę Państwa, proszę o spokój – wkroczyła do akcji Rzepecka – komisarz Kostyrko oczywiście wyraził się w niefortunny sposób. Oczywiście doskonale wiemy, kim był Malczewski.

- Chociaż Pani – wtrącił rozgorączkowany kustosz.

- Podsumowując sytuację – kontynuowała niewzruszona Michalina – rozumiem, że zaginęły z galerii jego obrazy, patrząc po ścianach koło 30. Jeśli dobrze rozumiem podejrzewają Państwo o to znajdującą się tutaj studentkę, która utrzymuje, że została … – Michalina spojrzała do notatek.

- Odurzona – wtrąciła się jej w słowo studentka – i nie utrzymuję, bo właśnie tak było. Ci państwo znaleźli mnie leżącą na podłodze i zaczęli krzyczeć, że ukradłam obrazy. Ciekawe tylko, jak miałam to zrobić, przecież ja byłam nieprzytomna! – krzyknęła zdenerwowana. – Zresztą niektóre obrazy były przecież ogromne, taka „Melancholia” chociażby 240×139, albo „Erynie” - 196×119. – wskazała palcem miejsce po obrazach. - Jak ja miałam to wynieść? Jeszcze wszystkie naraz?– dodała nieco spokojniej.

- Ktoś jej pomagał! – krzyknęła Agata.

- Mają tu Państwo sprawny monitoring? – przerwał im nagle Kostyrko. – Jak się domyślam, dzieła posiadają także system ochrony indywidualnej? Czujniki wstrząsowe, czujniki magnetyczne, bezprzewodowe czujniki ruchu? – dopytywał dalej.

- To wszystko oczywiście jest, lecz nic nie zadziałało w momencie kradzieży. Nie mam pojęcia, jak to możliwe – odparł zdziwiony nagłym przebłyskiem inteligencji komisarza kustosz i schował twarz w dłoniach.

- Sprawdziliśmy też furgonetkę tej panienki – powiedziała z przekąsem Agata – ale tam też nie ma obrazów. Ktoś jej musiał pomagać! Musicie ich Państwo złapać!

- Proszę w takim razie iść ze mną i pokazać mi zapisy z monitoringu, a ty kochanieńka zbierz proszę odciski palców, sprawdź furgonetkę i spisz wstępne zeznania Pani Jagody – rzekł uśmiechając się lekko do obu.

- Już się robi szefie – odparła z nieukrywaną irytacją Rzepecka.

Biuro, w którym znalazł się po chwili komisarz wraz z kustoszem pałacu, było niewielkie. Mieściła się w nim zaledwie stojąca przy biurku para krzeseł, która zlokalizowana była na wprost ściany obwieszonej ekranami ukazującymi zarówno wnętrze jak i otocznie zespołu pałacowego. Na biurku stał nowoczesny komputer, przy którym zasiadł właśnie komisarz Kostyrko.

- Oby Pan znalazł tego sprawcę - jęknął kustosz i opadł na krzesło obok komisarza ukrywając ponownie twarz w dłoniach.

- Niech się Pan nie martwi - próbował go pocieszyć Kostyrko - postaramy się rozwikłać tę sprawę jak najszybciej. Proszę powiedzieć, czy widział Pan coś dziwnego w czasie, gdy doszło do kradzieży?

- Zupełnie nic nadzwyczajnego się nie działo. Taka tragedia - powtarzał w kółko mężczyzna przez najbliższy kwadrans.

- Dobrze. Tutaj to wszystko. - Wyrwał go z tej mantry komisarz. - Przejdźmy proszę ponownie do galerii, chciałbym wysłuchać spostrzeżeń podkomisarz Rzepeckiej.

Gdy tylko znaleźli się na miejscu przestępstwa, Kostyrko wiedział, że jego partnerka nic nie ustaliła, rozpoznał to po jej postawie i matowym spojrzeniu.

- Znalazłaś jakieś ślady? - zapytał jednak dla pewności.

- Zupełnie nic, żadnych odcisków palców, które odpowiadałyby tym w naszej bazie. Całe szczęście zabrałam z komisariatu cały sprzęt, więc łatwo to było sprawdzić - rzekła dumna swą przezornością. - Furgonetka również czysta i niekradziona. Proponuje zamknąć galerię i zabrać Panią Jagodę Mikilicz na przesłuchanie.

- Dokładnie, kochanieńka, nic więcej na miejscu nie zdziałamy, zwłaszcza, że na monitoringu nie widać nic podejrzanego. Nagrania pokazują, że obrazy w jednej chwili są, a potem w magicznych okolicznościach znikają. Potwierdzają jednak wstępne zeznania Pani Jagody – tu ponownie się do niej uśmiechnął – o tym, że ktoś mógł ją odurzyć, leżała bowiem nieprzytomna na posadzce.

- W takim razie nic tu po nas. Będziemy się z Państwem kontaktować na bieżąco w trakcie rozwoju śledztwa, a Panią zapraszam z nami - rzekła stanowczo i ruszyła w kierunku radiowozu.

- Znajdźcie je błagam – szepnął za nimi kustosz.

- Koniecznie – dodała zaraz za nim Agata.

***

 - Muszę przyznać, kochanie, że nieźle nam to wszystko wyszło. Malczewski sprzedany, nasz koszmarnie bogaty kolekcjoner hojny i szczęśliwy, sprawa umorzona w pół roku z powodu braku poszlak, a my piękni, młodzi, zakochani i bogaci, podziwiamy bieszczadzkie widoki. Jednym słowem, żyć nie umierać - rzekła radośnie podkomisarz Rzepecka, już w stanie spoczynku.

- To było łatwiejsze, niż myśleliśmy. Muszę przyznać Jagódka, że niezła z ciebie artystka - zaśmiał się Kostyrko - wynieść tyle obrazów przy takiej ilości zabezpieczeń wydawałoby się niemożliwe i jeszcze ta substancja odurzająca wykryta w twojej krwi. Chyba powinienem się ciebie bać kuzyneczko.

- Nie przejmuj się, kuzynie, nic ci nie grozi - odparła zadowolona z kolejnej pochwały jej zdolności - rozbrojenie tych wszystkich zabezpieczeń na czas kradzieży i lekkie podretuszowanie monitoringu tak, by wasi spece się nie zorientowali, to była czysta przyjemność. Zresztą, gdyby nie znajomości Michaliny w tym malarskim półświatku, nie dostalibyśmy tak łatwo tyle kasy, a i twoja gra komisarza przygłupa była muszę przyznać rewelacyjna.

- Jednym słowem niezwykłe z nas trio - podsumował dumnie Kostyrko.