Życie tak naprawdę zaczyna się po sześćdziesiątce - DKK marzec 2017

  • Kategoria: Aktualności (dla dorosłych)

Film Johna Maddena „Hotel Marigold” obejrzałam wczoraj po raz trzeci. Chyba z taką samą przyjemnością jak za pierwszym razem. Co mnie urzekło w obrazie angielskich emerytów, którzy wyjeżdżają do Indii, aby w „najbardziej egzotycznym hotelu” spędzić resztę życia?

Trochę bajkowy klimat, wybitne kreacje brytyjskich aktorów oraz zgrabne połączenie niewymuszonego humoru z poważną problematyką.  Maggie Smith jako rasistka, Judi Dench, subtelna wdowa, ciapowaty, ale uroczy Bill Nighy, jędzowata Penelope Wilton, nieszczęśliwie zakochany romantyk – gej Tom Wilkinson są nie do podrobienia! Choć muszę zastrzec – „Hotel Marigold” jeszcze nie do końca mnie przekonał, żeby ostatnie lata życia spędzić wśród hinduskich krajobrazów. Może sprawi to druga część filmu, na którą z pewnością niebawem zaprosimy. Na dużym ekranie w Sali Reprezentacyjnej MOK-u czuło się koloryt prześwietlonych słońcem Indii, zanurzało w brudnych, hałaśliwych uliczkach, tętniących życiem, doskonale wybrzmiewała orientalna muzyka. Samotność, starość, zagubienie w niezrozumiałej technologicznie współczesności, w której nikt nie lubi emerytów reżyser równoważył ironią, ciepłem, ciętymi dialogami, wydobywaniem zabawnych sytuacji z życia wziętych. Książka Deborah Moggach, na podstawie której powstał scenariusz, jest inna, poważniejsza, bardziej refleksyjna. I o dziwo, znacznie lepiej oglądało mi się kinowy przebój, niż czytało powieść. To zdanie przynajmniej w części podzielili członkowie Dyskusyjnego Klubu Książki, co było do usłyszenia (wybuchy śmiechu) w czasie projekcji oraz wyszło w czasie rozmowy, kończącej środowy wieczór. Wyszliśmy w radosnym nastroju – sprawił to banał głoszący, że nigdy nie jest za późno na cieszenie się życiem – ale jak podany i zagrany!